Wczoraj skończyłam pięćdziesiąt lat, pół roku wcześniej pochowałam męża, z którym przeżyłam prawie ćwierć wieku i wychowałam trójkę dzieci. Czułam się samotna, bardzo chciałam kogoś poznać, wydawało mi się jednak, że w moim wieku nie wypada robić pewnych rzeczy. Zresztą gdzie miałam kogoś poznać? Na Uniwersytecie Trzeciego Wieku, do którego uczęszczałam, były prawie same kobiety, sąsiedzi to głównie młode małżeństwa, a działkę sprzedałam zaraz po śmierci męża, wiązało się z nią zbyt wiele wspomnień, dobrych wspomnień. Tadeusz był wspaniałym człowiekiem, odszedł przedwcześnie, zabrał go paskudny rak, zbyt późno wykryty.
„Biuro matrymonialne” – przeczytałam spacerując ulicami miasta. Mieszkam tu ponad trzydzieści lat, ale do tej pory nie wiedziałam, że funkcjonuje w naszej mieścinie taki twór. Postanowiłam zajrzeć, z czystej, babskiej ciekawości.
– Posiadamy ogłoszenia matrymonialne pań i panów w różnym wieku – zapewniała mnie młoda pracownica, uśmiechając się serdecznie. – Połączyliśmy naprawdę wiele par i są to związku trwałe, szczęśliwe, oparte na zaufaniu i miłości.

– A co trzeba zrobić, żeby zostać klientką państwa biura? – zapytałam zaskakując samą siebie.
– Najpierw trzeba wypełnić ankietę, potem jest rozmowa z naszą panią psycholog i w sumie tyle. Posiadamy biura matrymonialne w różnych miastach, pani profil pojawi się wśród ofert każdego z nich, ponadto otrzyma pani katalog z ofertami panów i można wybierać, przebierać, decydować. U nas nie ma limitów w ilości kandydatów, jeśli jeden czy drugi nie przypadnie pani do gustu, może pani szukać kolejnych – tłumaczyła dziewczyna, a ja z każdą chwilą czułam, że powinnam skorzystać z tej możliwości. Wypełniłam ankietę jeszcze tego samego dnia, dwa dni później miałam spotkanie z psycholożką. Bałam się, że prześwietli mnie na wskroś, ale ona okazała się miłą i serdeczną osobą. Kolejnym krokiem było przygotowanie własnej oferty matrymonialnej. Nigdy nie korzystałam z tego typu usług, więc nie wiedziałam, jak się za to zabrać. Z pomocą przyszła młoda pracownica.
– Może pani napisać w prosty sposób, np. „szukam partnera w wieku….”, proszę mi wierzyć, najprostsze rozwiązania są najlepsze. Wielu klientów tworzy poetyckie opisy, ale tak naprawdę wszystko okazuje się podczas pierwszego spotkania. Wtedy sama pani oceni, czy kandydat spełnia pani oczekiwania, czy też nie jest wart uwagi.

Niestety, muszę uprzedzić, że niektórym chodzi wyłącznie o sex – powiedziała szczerze dziewczyna. Zarumieniłam się słysząc te słowa, seks przestał dla mnie istnieć w momencie śmierci Tadka, a w zasadzie to już w chwili, gdy okazało się, że jest śmiertelnie chory, czyli jakieś pół roku wcześniej. Co prawda nasze igraszki miłosne były wyjątkowe i niezapomniane, nawet, gdy byliśmy w dojrzałym wieku potrafiliśmy świetnie zaspokoić swoje potrzeby, ale były to sprawy, o których nie zamierzałam rozmawiać z obcymi ludźmi. Dwa tygodnie później spotkałam się z pierwszym kandydatem. Pierwszym i ostatnim. Ryszard okazał się prawdziwym dżentelmenem. Był wdowcem, mieszkał sam, jego córka rok wcześniej wyprowadziła się na drugą półkulę, mieszkała w Stanach Zjednoczonych.
Pracownica biura była zaskoczona, gdy poprosiłam o wykasowanie mojego anonsu, dodając, że nie interesują mnie już inne oferty matrymonialne.
– Jest pani tego pewna? – nie dowierzała dziewczyna.
– Tak, jestem pewna – uśmiechnęłam się i serdecznie uścisnęłam jej dłoń. – Dziękuję za wszystko.
Ryszard także usunął swój anons. Pól roku później wspólnie odwiedziliśmy nasze ukochane biuro matrymonialne, wręczając młodej pracownicy zaproszenie na nasz ślub.

Jak znalazłam partnera Biura Matrymonialne Opowiadania

Categories: opowidania

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *