Odkąd pamiętam, zawsze spędzałam wakacje na Mazurach. Najpierw z rodzicami, potem z mężem i dziećmi. W tym roku plany były podobne – Mazury. Bliźniaczki piszczały na myśl o wodnych harcach, starszy syn planował wypady żaglówką. Mąż też był zadowolony, tylko ja nie cieszyłam się na myśl o wyjeździe. Ostatnio w naszym małżeństwie nie układało się najlepiej. Na pozór wszystko było ok, stanowiliśmy zgodną parę, jednak w kontaktach intymnych zaczęło zionąć nudą.
Każdego wieczoru mąż cmokał mnie w policzek lub czoło i brał do ręki książkę. Kusiłam, nęciłam, zakładałam erotyczną bieliznę, a on udawał ślepego. Nie pomogły nawet feromony ani afrodyzjaki.
Zaczęłam obawiać się, że to ze mną jest coś nie tak, ale nie stwierdziłam żadnych defektów.
Mimo czterdziestki na karku wciąż byłam atrakcyjną kobietą, miałam czym oddychać i na czym siedzieć, a wąska talia wcale nie zamieniła się miejscami z szerokim umysłem, jak to bywało w przypadku wielu koleżanek. Pojechałam na Mazury w humorze nijakim. Nie podzielałam radości rodziny, choć jechaliśmy do Węgorzewa pod namioty, w to samo miejsce, gdzie ponad dwadzieścia lat temu przeżywałam swój pierwszy raz z moim mężem.

Pamiętam jak dziś, było ognisko, Marek grał na gitarze, śpiewał. Potem poszliśmy do namiotu, całowaliśmy się intensywnie, pozwalaliśmy sobie na coraz śmielsze pieszczoty, w końcu wyznałam Markowi, że wciąż jestem dziewicą. Był czuły i delikatny, pieścił mnie długo i robił wszystko, abym czuła przyjemność. W czasie małżeństwa nasz sex też był wspaniały, oboje byliśmy bezpruderyjni, nie czuliśmy skrepowania przed skorzystaniem z zabawek zakupionych z sex shopie. Wszystko zmieniło się jakieś pół roku temu, najpierw Marek zaczął unikać seksu, potem całkowicie wymazał to z naszego życia. Zastanawiałam się nawet, czy nie pójść w ślady koleżanek i skorzystać z usług młodego chłopaka do towarzystwa, ale wciąż miałam na uwadze fakt, że jestem żoną i matką. Bezpruderyjna mogłam być w łóżku z mężem, ale nie z obcym facetem. Na miejsce dotarliśmy późnym wieczorem. Było ciepło, wręcz duszno, jakby zanosiło się na burzę. Taka sama pogoda była wtedy… – pomyślałam ze smutkiem. Marek z Tomkiem, naszym synem, rozbili namioty i przygotowali ognisko. Bliźniaczki hasały i piszczały, znosząc chrust. Poczułam, że zaczyna boleć mnie głowa, chciałam opuścić rodzinę i iść na spacer, ale wtedy Marek wyciągnął starą gitarę. Nawet nie wiedziałam, że jeszcze ją posiada.

– W tym miejscu, dwadzieścia dwa lata temu poznałem wasza mamę – powiedział tajemniczo mój mąż i zaczął grać tę samą melodię, co wtedy. Wróciły wspomnienia. Uśmiechnęłam się sama do siebie i ze smakiem zjadłam podaną przez Asię kiełbaskę. Była niedopieczona, prawie surowa, ale jak tu odmówić siedmiolatce, która stała z kijem nad gorącymi płomieniami, piekąc kiełbaskę dla mamy? Zosia przygotowała poczęstunek dla taty. Siedzieliśmy jeszcze trochę, po czym dzieci poszły spać.
– Pamiętasz? – Marek chwycił mnie za rękę i pociągnął w kierunku namiotu. Zaczął mnie całować, najpierw delikatnie, potem coraz śmielej. Jego pieszczoty stawały się coraz silniejsze, bardziej intensywne i śmielsze. Pieścił moje piesi, brzuch i cipkę, długo i intensywnie. Jęczałam z rozkoszy, uważając przy tym, by nie obudzić śpiących w sąsiednim namiocie dzieci.
– Mam pomysł – powiedział tajemniczo Marek i wyciągnął mnie na zewnątrz. Była całkiem naga, w biegu zdążyła chwycić rozwieszony pomiędzy namiotami ręcznik. Poszliśmy do pobliskiego zagajnika i kochaliśmy się intensywnie. Marek brał mnie od tyłu i z przodu, kilkakrotnie zmienialiśmy pozycje. Jęczałam, gdy mąż posuwał mnie z tyłu, by po chwili nadziać się na jego sterczącą dzidę. To był najpiękniejszy prezent na naszą rocznicę poznania.

Mazurskie noce pierwszy raz opowiadania erotyczne


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *